O B. A. Paris zrobiło się głośno kiedy na rynku wydawniczym ukazał się thriller, szybko okrzyknięty światowym bestsellerem. "Za zamkniętymi drzwiami" - z tym tytułem spotkał się chyba każdy. Na własnej skórze przekonałam się, że nie bez powodu wstrząsnął milionem czytelników. Autorka swoją debiutancką powieścią postawiła samej sobie poprzeczkę tak wysoko, że przez chwilę bałam się, iż będzie tak jak w przypadku "aktorów jednej roli" czy "piosenkarzy jednego hitu" - że jej kolejne powieści nie zdobędą takiego uznania, a nazwisko B.A. Paris będzie kojarzone wyłącznie z "Za zamkniętymi drzwiami". Toteż z przyjemnością, ale i lekką rezerwą sięgnęłam po jej drugą książkę, "Na skraju załamania". Wiedziałam, że mimo iż to zupełnie inna powieść, opowiadająca zupełnie inną historię, gdzieś w podświadomości będę konfrontować ją z fenomenalnym debiutem, który pewnej wiosennej nocy pozbawił mnie możliwości snu...
Co mogę powiedzieć po skończonej lekturze? Czy autorka rzeczywiście ma talent do konstruowania tak absorbujących thrillerów, czy tylko przy tworzeniu swojego pierwszego dzieła dopisało jej szczęście?
Wyrzuty sumienia, które odmawiają racjonalnego myślenia i pogłębiają pojawiające się coraz częściej oznaki przedwczesnej demencji - z tym musi zmagać się Cass Anderson, po tym jak nie zatrzymała się w środku burzowej nocy obok zaparkowanego w lesie samochodu. Kobieta, która w nim siedziała, została tej nocy zamordowana. Cass nie potrafi pogodzić się z myślą, że gdyby jakoś zareagowała, ofiara nadal by żyła. Dręczące poczucie winy i ukrywanie przed mężem całej prawdy o tamtej nocy i o swoim stanie zdrowia wprowadzają Cass w obłęd. Jej życie zmienia się w koszmar, kiedy w pamięci pojawiają się kolejne luki, i gdy z przerażeniem uświadamia sobie, że prześladuje ją morderca. Bo kto i po co miałby nękać ją głuchymi telefonami i włamywać się do jej domu tylko po to, by przestawić kubek, zaznaczając tym swoją obecność...





